...mysli szaleją w mej głowie niebezpiecznie. I od jakiegos czasu na smutno - niestety. Wtedy wracają wspomienia dobrych dni. I pojawia sie żal. I to nie wina czy zasługa piwa, czasem myślę, że to ja już mam taki mętlik w głowie , wariuję. Zupełnie jak teraz. Czy to dlatego że nie wiem dlaczego to wszystko stało się ?
Mieliśmy po szesnaście lat kiedy mnie zauroczyło to piwne (nic wspólnego z piwem) oczu spojrzenie, a jego podobno moje aż do nieba nogi. Jeszcze przed dwudziestką pojawił się na świecie nasz synek. Perełka. Zdolne to to i takie od zawsze urocze, dziś moja ( bo nie wiem jak to się ma do prawie byłego) wielka radość i podpora. I różnie bywało jak sie można domyślić. Ze szkoły do pieluch i takie tam. Ale wtedy było wspaniale. Tyle miłości nie dostałam i nie dałam nigdy. Nic nie mogło nas złamać. Bo byliśmy MY, można rzec władcy naszego małego świata. Póżniej przyszła na świat córcia. Słodki aniołeczek - przynajmniej jako dziecię , teraz nieźle daje mi w kość. No cóż dojrzewanie. Też to przerabiałam i wciąż uczę się podejścia do niej. Ale czego można oczekiwać od dziecka z tak złamanym serduszkiem, Przecież tatuś był największą miłością jej życia. Ja wychowywałam dzieci, on pracował. Tak się jakoś złożyło. Może to moja wina bo mu nie pomogłam, bo nie chciałam by dzieci chodziły z kluczem na szyi, bo dobrze mi było z nimi. Nie wiem. Dziesięć lat rzekłabym sielanki - przynajmniej w moim odczuciu. A co czuł on do tej pory nie wiem.
Byłam ślepa? Nie widziałam, że się dusi, że ciągnie to resztką sił? Od kiedy? Tyle pytań. Żadnej odpowiedzi.
A potem pojawiła sie ona, koleżanka z pracy. Real. Uczesana,, markowe ciuszki, nie muszę mówić że młodsza, zawsze na luzie. Bo niby skad stres gdy się jest przed trzydziestką , na garnuszku u mamy. A ja nadal nic nie widziałam. Gdy zaczynałam marudzić - słyszałam - zaufaj mi. Uf, uf. Teraz wiem. I nie istotne czy przespał się z nia czy nie. Bo po co mi ta wiedza? A może byłoby łatwiej znienawidzieć.
Znalazłam pracę, miało być lepiej, łatwiej. Ale nie było - uciekł. Niby nie aż tak daleko, ale jest poza zasięgiem, no i po co sięgać skoro przecież wszystko wiem - już nie kocha, nie chce dwa razy wchodzić do tej samej rzeki. Porwał go inny nurt, przynajmniej ostatnio.
Próbuję spojrzeć na całą tę historię z dystansu, oczami obcego człowieka. I wtedy myślę , że nierówno musi mieć pod sufitem kobita, która wciąż kocha, czeka i ma nadzieję - czyli ja. Bo czekałam, do czasu świadomości o jego nowym życiu, uczuciu, młodszym ciele na mojej połowie łóżka.
Czuję się jak zbity pies. I wciąż kopany od nowa. Już nie chcę. Robię uniki. Teraz to ja uciekam. Ale z kulawą nogą to trudne;)
Nie potrafię ułożyć sobie życia, nikomu zaufać. To pewnie znak, że nie spotkałam jeszcze tej właściwej osoby. A może dla mnie za wcześnie... Znów nie wiem.
Moja siostra powiedziała ostatnio coś co mnie zaskoczyło, tym bardziej , że nie mówiła tego do mnie. Otóż stwierdziła, że mój prawie były mąż przez tych naście lat był jednym aktorem w teatrze naszego życia. Ja tego nie dostrzegałam, nigdy nie miałam potrzeby dominacji. Byłam niewidocznym dla szerszej publiczności suflerem, tłem dla gwiazdy.
Teraz gwiazda świeci już na innym niebie. A tło blaknie, przynajmniej w głębi serca.
Nie powiem , za sprawą odejścia gwiazdy tło zmieniło się i to bardzo. Okazało się , że kura domowa może odnosic sukcesy w pracy, może być lubiana, wiele się nauczyła, może mieć dobre pomysly, wyremontowała dom, co dla gwiazdy było zbyt wielkim wyzwaniem, podobnie zresztą jak ukończenie studiów. Choć starała się (gwiazda). Że choć gwiazda oglądała się za każda laską na ulicy, wygląda całkiem nieżle - o czym świadczą powłuczyste spojrzenia kolegów w pracy. Że gdy gwiazda boryka się z wielkim światem tło płaci rachunki, leczy i karmi dzieci, negocjuje z komornikiem , który przychodzi do gwiazdy, a gwiazdy nie ma.
To szare niepozorne tło. kto by pomyślał.
Więc czemu tło cierpi skoro gwiazda - co tło zaczyna juz nawet rozumieć - nie była tego warta. Czemu wciąż myśli, że nie było dla gwiazdy zbyt dobre? Czemu nie potrafi nabrać barw, jarzyć się kolorami tęczy, bo przecież już po deszczu, Już nawet łez nie ma - tylko smutek. Po piwie.
Wniosek - to wszystko przez piwo.
Ale przyjemnie było je wypić w towarzystwie miłej sąsiadki i jej sceptycznie, acz nie wrogo nastawionego do tła męża.
Dziś tło wcale nie jest silne, dziś chciałoby być przytulone. Chciałoby się poczuć gwiazdą.
Podziel się:
komentarze (4) | dodaj komentarz